Grafitowym sercem ołówka pisane...
czyli co w korytarzykach duszy mi błądzi.
Notki
W ramach zabaw z Murakamim 2012-05-07
czytamismakuje.blogspot.com/2012/04/candy-urodzinowe.html
Rozważania. 2012-05-07
Mam kryzys wzdłuż i wszerz. Powiedziałabym, że mój związek przeżywa kryzys, ale mój związek o tym nie wie. Tylko ja mam dylematy. A może to w ogóle nie są dylematy. Może pewne klamki już zapadły, może poszłam dalej wcale o tym nie wiedząc. Chyba pragnę zmian. Chyba to nie to, czego szukałam. Chyba nie chcę tego dłużej utrzymywać przy życiu. On nie jest szczytem moich marzeń. Jest ludzki. Ma wady. Nie takie fabryczne, ale nabyte, związane z procesem użytkowania przez lata. Mam duże oczekiwania. Może nawet za duże. Ale dlaczego miałabym nie mieć prawa wymagać? Dałam sobie takie prawo i je mam.

Zastanawiam się, czy go kocham. Skoro się zastanawiam, to pewnie nie kocham. Albo i kocham, tylko świadomość tego porosła jakimś dzikim pnączem. A może tak się tylko zastanawiam z nudów?
Ale z jakich nudów, do ciężkiej cholery?!
Po prostu czuję, że to nie to. Nie chcę go. Chcę innego, chcę inaczej. Kogoś, kto nie będzie nalegał, kto będzie słuchał, spróbuje zrozumieć, nawet jeśli mu się to nie uda. Kogoś, kto nie odwróci się do mnie plecami. Kto będzie ze mną i dla mnie.
Patrzę na niego i myślę "jesteś niedoskonały, nie chcę Cię, wolę być sama niż z Tobą". Ale przecież nie znajdę doskonałego.

bluszcz

witraż
Dziecinada. 2012-04-18
Mówią, że kobietą jestem tylko w dowodzie. Że jestem dziecinna, niedojrzała, że mam licealny styl. A skoro mówią w liczbie mnogiej, to może coś w tym jest. Problem w tym, że ja nie chcę dorosnąć tak do końca. Nie chcę być poważna, dojrzała i odpowiedzialna. Tak jak jest, jest mi wygodnie. Chcę spać do 11, czytać kolejny tom "1Q84" i mieć wszystko głęboko gdzieś. Chcę się szlajać z aparatem fotograficznym po parku nie wiedząc dokąd idę. Chcę lizać lizaki. Chcę lubić kolor brzoskwiniowy (ponoć bardzo dziecinny). Chcę strzelać fochy. Chcę być przytulana. Chcę lubić komiksy. Chcę marzyć o pałacu. Chcę nosić krótkie spódniczki. Chcę się czesać w kitkę. Spróbuj mi zabronić.

pręciki tulipana

nad jeziorem

na torach


Inny. 2012-04-13
Trzeba być naprawdę innym, by swojej kobiecie kupić sportowy T-shirt z nijakim nadrukiem zamiast sukienki. Trzeba szczególnego myślenia, by zamiast pierścionka kupić słownik języka polskiego. Mi. Słownik. Języka polskiego. On. Który robi po stokroć więcej błędów niż ja. Który ma po stokroć uboższy zasób słów niż ja. Nie lubię prezentów. Nigdy nie są trafione. No i mam dość problemów związanych ze sprzedawaniem niechcianych prezentów. Jak się przekonuję, są one mocno wątpliwej jakości. Ale dowiaduję się tego dopiero od swoich 'allegrowych' klientów, po transakcji. Ale wstyd.
Co nowego 2012-03-21
Nie pytaj, jeśli nie chcesz wiedzieć. Możesz nie być gotowy na odpowiedź. Ale baby mają inaczej, wolą pytać, a później kiedy usłyszą coś, co nie jest po ich myśli - strzelają focha, oburzają się. Jestem kobietą i wychodzę z założenia, że zawsze wolę wiedzieć, znać prawdę, jakakolwiek by ona nie była. I to jest błąd. :) W 90% przypadków żałuję, że zapytałam. Wolałabym nie wiedzieć.
Z serii dobrych rad... 2012-03-17
"Gdy jesteś dorosłym dzieckiem alkoholika

Nie miałeś spokojnego, bezpiecznego dzieciństwa. Bo pił ojciec, matka albo oboje. Bo jako dziecko bałeś się, co będzie, gdy wrócisz do domu. Te wspomnienia nadal mają na ciebie wpływ.
Na pewno w codziennym życiu jesteś ostrożny, nieufny, poważny i masz poczucie, że nikt cię nie kocha i że nie jesteś ważny. Tacy właśnie bywają dorośli, którym dzieciństwo zabrał alkoholizm rodzica.
Bardzo mogą ci pomóc spotkania z osobami mającymi podobny problem. Poszukaj w swojej miejscowości spotkań dla DDA, czyli dorosłych dzieci alkoholików. Nie użalaj się nad sobą. To nic nie da, jedynie wyzwoli wzrastający gniew i pretensje do całego świata.
Staraj się zmieniać, mając świadomość, że twoje przeżycia nie miały na ciebie wyłącznie negatywnego wpływu: sprawiły, że jesteś wrażliwszy, poważniej patrzysz na świat.
Sprawiaj sobie małe przyjemności, baw się i śmiej, kiedy tylko możesz. Po latach bycia poważnym dzieckiem jest ci to potrzebne.
Uważaj też na wybór partnera: unikaj osób uzależnionych od alkoholu, nie przejmuj za nich odpowiedzialności. Myśl o sobie."

A ja się zastanawiam, komu oni zlecają pisanie takich kretyńskich rad.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Piękna pogoda. Wiosna z impetem wtargnęła do miasta. Szkoda tylko, że wciąż mam tak podły nastrój. Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka. Przez ostatnie trzy tygodnie umierałam w męczarniach. Ciężko jest mi się pozbierać. A może by tak psychoterapia? Może są na świecie ludzie zdolni mi pomóc? Nie wiem, co ze sobą zrobić. Czuję się rozbita i przygnębiona. Nic się nie układa. I jeszcze ten cholerny brak pieniędzy. Mam ochotę się przytulić... Najchętniej do kota, którego nie mam, ale od biedy może być nawet jeż. Nawet mięsny.

Life is brutal and full of zasadzkas 2012-03-17
Kiedy wydaje się, że gorzej być nie może - o, zgrozo - jest jeszcze gorzej. Coś na kształt zmowy całego świata przeciwko mnie. I sypie się już nie tylko tu i tam, ale i jeszcze to i tamto. Ale na tym się nie kończy, bo kiedy chciałoby się coś zakończyć, przyjąć obecny stan rzeczy, pogodzić się z tym, że jest jak jest i zapomnieć - coś na siłę dalej chce się ciągnąć. I tak kolejne kłody kładą się pod nogi. Ale co tam, co mnie nie zabije... No, oby nie zabiło. Jestem cholernie zmęczona. Ale jeszcze zawalczę. A nóż się okaże, że było warto.
Bumerang 2012-03-16
"Dorosłe dzieci alkoholików - nieufne i osamotnione

Dorastanie w rodzinie z problemem alkoholowym to koszmar, którego doświadczyło wielu dzisiejszych dorosłych. Skutki takiego dzieciństwa odczuwają nadal, czasami nawet nie wiedząc, że to, co doskwiera im w życiu, to syndrom Dorosłego Dziecka Alkoholika. Problem DDA i sposoby jego leczenia przybliża Agnieszka Litwa-Janowska, dyrektor Krakowskiego Centrum Terapii Uzależnień.
Co to jest syndrom DDA?
Agnieszka Litwa-Janowska: - Na świecie używa się terminu Dorosłe Dziecko Alkoholika. To jest termin popularny, obiegowy. Sama nazwa wskazuje na sprzeczność, że ktoś jest dorosły, a równocześnie jest dzieckiem. To, co człowiek przeżywał jako dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym, w wieku dorosłym nadal go obciąża, ogranicza, zabiera radość życia, satysfakcję z tego, co go aktualnie spotyka. I mimo że już dawno przebywa w tym trudnym świecie, jakim jest rodzina z problemem uzależnień, to ciągle ta przeszłość ma dominujące znaczenie w jego życiu.
- My, specjaliści, mówimy o syndromie, ponieważ określenie DDA jest pewną etykietą, informacją, która może być przeżywana jako coś stałego. Stwierdzenie "jestem", to jest kawałek tożsamości, a "mam syndrom DDA" to coś, co w wyniku leczenia, psychoterapii, może ulec zmianie. Właśnie dlatego staramy się mówić raczej o syndromie.
- Psycholodzy kliniczni, psychiatrzy, nie używają terminu syndrom DDA , bo nie funkcjonuje on w klasyfikacji chorób czy zaburzeń. To określenie jest jednak poręczne, bo wskazuje na genezę problemu. Także tym osobom, które nie bardzo wiedzą, co się z nimi dzieje, łatwiej jest zrozumieć ich problem poprzez zwrócenie uwagi na jego źródła, a następnie obejrzeć pewne wspólne konsekwencje i uświadomić sobie, że tam właśnie należy sięgnąć i tę przeszłość uporządkować, dlatego że hasła "nerwica" czy "zaburzenie osobowości" są dość ogólne.
- Można rozszerzyć ten termin, powiedzieć, że to są zaburzenia stresu pourazowego takie, które występują u osób przez wiele lat doświadczających chaosu, pewnego totalitarnego rysu życiowego doświadczenia, przemocy, żyjących w trudnych warunkach, tak jak jeńcy wojenni czy osoby, które były więźniami w obozach koncentracyjnych czy też były wykorzystywane przez długi czas. Dzieci z rodzin alkoholowych przez wiele lat żyją w podobnych sytuacjach opresyjnych, których nie mogą zmienić i , na które nie mają wpływu, mimo że próbują mieć i czasem nawet wydaje im się, że mają. Przez wiele lat muszą na co dzień doświadczać braku zainteresowania ze strony swoich rodziców czy opiekunów, deficytu więzi bliskości, nie są przytulane, są zaniedbywane nawet w takich trudnych sytuacjach jak stany chorobowe czy wypadkowe. Doświadczają tego, że ich rodzice nie kontrolują swoich zachowań, nierzadko są świadkami i ofiarami agresji i przemocy.
Czy każdy, kto w dzieciństwie zetknął się z problemem alkoholowym w najbliższej rodzinie staje się DDA, czy może syndrom ten dotyka raczej osoby o jakiejś specyficznej konstrukcji psychicznej?
- Nie tylko to, co nas spotyka ma znaczenie, ale także takie osobiste uwarunkowania jak temperament, siła charakteru a także to, na jakim etapie życia zostaliśmy dotknięci przez te traumatyczne zdarzenia. Możemy być bardziej lub mniej odporni, jednak ze względu na to, że doświadczenie to jest przewlekłe, większość osób, które doświadcza życia w rodzinie z problemem alkoholowym i dorasta w takiej rodzinie ma problemy związane ze swoimi przeżyciami, relacjami z ludźmi, bliskością, więzią, z wyrażaniem złości, z wzięciem odpowiedzialności za siebie.
Pomimo tego, że jesteśmy dorośli, dominującą cechą osobowości jest bycie nie w pełni dojrzałym, nieodseparowanym takim trochę "dzieckiem"?
- Z zewnątrz tego nie widać. Wiele osób nie korzysta z terapii, ponieważ uważa, że powinna być dzielna, silna, wszystko wytrzymać. To jest ten paradoks, którego osoby z zewnątrz nie rozumieją i często mówią: Po co ci terapia, przecież ty sobie świetnie radzisz w życiu. Ale pomimo tej zewnętrznej fasady, w środku siedzi małe, zagubione dziecko, które, np. zdobywa równocześnie trzy specjalizacje albo robi równolegle kilka kierunków na wyższych uczelniach, robi karierę zawodową, ale nie przynosi jej to szczęścia, a koszty, jakie przy tym ponosi są ogromne. Wszyscy mówią: przecież ty odnosisz same sukcesy, a to jest ciągle nękający perfekcjonizm, brak radości z tego, co się dzieje i co się osiągnęło, poczucie zagubienia, braku sensu...
Czyli to nie jest tak, że skoro mam syndrom DDA to oznacza, że jestem życiowym nieudacznikiem. Można robić karierę, odnosić sukcesy, nawet nie wiedząc, że ma się problem.
- Tak, czasami nawet nie wiemy, że mamy problem. Ten obszar najczęściej zresztą objęty jest silnym tabu i zaprzeczaniem, nie można o tym mówić, nie można tego ujawniać. Czasami członkowie rodziny nie są w stanie mówić o tym, co ich spotkało wprost, minimalizują problem. Bardzo często takie sytuacje są chronione tajemnicą, wiążą się także z ogromną barierą wstydu. W związku z tym wytwarza się coś w rodzaju zniekształceń poznawczych. Kiedy pracujemy z naszymi pacjentami, to bardzo trudną rzeczą do przekroczenia jest urealnienie ich historii.
- Terapeuci często słyszą w takich sytuacjach: "W mojej rodzinie żyło mi się spokojnie" albo "Miałam dobrą rodzinę". Kontrast z rzeczywistymi wspomnieniami, jakie się potem pojawiają jest ogromny. Bardzo często te osoby same są przerażone tym, co im się zaczyna przypominać albo mówią sprzeczne rzeczy, np. "Moi rodzice bardzo się cieszyli, że byłem w szkole muzycznej". Potem pacjent opowiada, że do tej szkoły muzycznej w wieku ośmiu lat musiał dojeżdżać kilkanaście kilometrów, że miał stare instrumenty, bo mimo, że ojciec zarabiał dobrze, to wszystko przepijał. A równocześnie żaden z rodziców nigdy nie pojawił się na koncercie. Mówi: "Szkołę muzyczną przerwałem, bo mi się już nie podobało". A podczas terapii okazuje się, że przerwa była spowodowana brakiem zainteresowania, wsparcia ze strony rodziców i że tak naprawdę było to zadanie ponad siły dziecka.
Te osoby od wczesnych lat życia są przyzwyczajane do tego, że są nieważne, że liczą się sprawy rodziców. Uczą się, że poprzez pewien sposób chronienia ich, przejmowania obowiązków może uda im się zmniejszyć trochę cierpienie rodziców i przynajmniej w ten sposób, pośrednio poprawiać swoje warunki życia. Dzieci wchodzą w rolę opiekunów, często wykonują wszystkie możliwe prace domowe, polowe, chodzą na wywiadówki do młodszego rodzeństwa. Od najmłodszych lat uczą się, że ich potrzeby i uczucia są nieważne. W związku z tym mają bardzo zablokowaną złość, poczucie sprzeciwu. Uczą się przystosowywać do potrzeb innych, dlatego bywają świetnymi pracownikami dla osób, które lubią mieć przy sobie takich "wiernych rycerzy". Często synowie czy córki stają na straży matki, która staje w roli ofiary, to one wzywają policję, piszą pozwy rozwodowe.
- Towarzyszy im taki rodzaj iluzji, że jak oni się jeszcze bardziej postarają, wysilą, to w domu będzie nareszcie normalnie, dobrze. To cecha osób z DDA - nieodseparowanie od rodziny, pochodzenia. Te osoby bardzo często są nieformalnymi, zastępczymi rodzicami dla swojego rodzeństwa i trudno im się zajmować własnym związkiem, jeśli go w ogóle mają, cały czas ich energia skierowana jest na to, by czujnie sprawdzać, co dzieje się w domu rodzinnym. To płynie z głębokiej miłości, najczęściej niezaspokojonej, wiąże się także z ogromnym lękiem przed odrzuceniem. Gniew najczęściej przekierowany jest z rodziców, krzywdzicieli przeciwko sobie i przejawia się w niszczeniu dobrych zdarzeń, ważnych relacji, a czasem wręcz w autoagresywnych czynnościach ( cięcie się, objadanie, upijanie, branie narkotyków itp.)
Czy są charakterystyczne objawy, zespoły zachowań, które wskazują na syndrom DDA, jakiś wspólny mianownik?
- Silny poziom czujności i kontroli, bardzo duży niepokój w sytuacjach, które są nieprzewidywalne. U tych osób wszystko musi być zaplanowane, wynika z tego, że przez wiele lat nigdy nie było wiadomo, co się zdarzy, czy kiedy dziecko wejdzie do domu, będzie tam libacja czy obiad na stole, nigdy nie wiadomo, czy na minus piątkę rodzice zareagują radością czy gniewem i biciem, bo przecież miała być piątka. Nieprzewidywalność i chaos to wspólny mianownik dla rodzin z problemem uzależnień, mimo, że one się różnią od siebie, np. statusem społecznym, kto z rodziców czy opiekunów ma jest uzależniony, ile jest rodzeństwa itp.
Przemoc i agresja, brak oparcia i naruszanie granic intymności, niosą w konsekwencji trudność z wchodzeniem w bliskie związki. Osoby dotknięte syndromem DDA rzadko są w związkach stabilnych, formalnych. To są najczęściej osoby, które są w związkach na odległość, w związkach które się nie udają albo są samotne. Jeśli są w stałych relacjach, to często są bezdzietne. Te osoby boją się, że powtórzą historie swoich rodziców, dlatego boją się związać z kimś na stałe, boją się być rodzicami. Dla nich związek kojarzy się z dramatem, nie myślą, że można żyć inaczej niż rodzice.
Inną cechą jest nieufność biorąca się stąd, że najważniejsze osoby, które miały się opiekować dzieckiem zawodziły bądź krzywdziły. Te osoby z dzieciństwa wynoszą przekonanie, że nie należy opierać się na innych, że na nikim nie można polegać. Bardzo dobrze widać to w psychoterapii, kiedy terapeuta z czasem staje się coraz bliższy pojawia się wycofanie, problem z przyjściem na kolejną sesję. Zrozumienie przez osobę z syndromem DDA gdzie są źródła takich jej obaw jest doświadczeniem korygującym, ale to wymaga długoterminowej terapii, trwającej minimum 2-3 lata.
Czy jest szansa na to, że jeśli tylko jedno z rodziców jest uzależnione, drugie może ogromną dawką miłości i odpowiedzialności zrównoważyć tę dramatyczną sytuację?
- Bardzo ważne jest dla dziecka w takiej sytuacji, żeby w jego życiu był jakiś dorosły ważny, zdrowy, wspierający i akceptujący. Taka osoba potrafi bardzo skorygować ten rodzaj doświadczeń, o których mówimy. Czasami to jest drugi rodzic, mądry ksiądz, dobry wychowawca, babcia, ciocia. Są też sytuacje, kiedy jedno z rodziców jest uzależnione, ale drugie w miarę szybko zareaguje i przerwie toksyczny związek, wyprowadzi się , rozwiedzie, nie obciążając swoich dzieci poczuciem winy za tę nienormalną sytuację ( "Nie mogłam się rozwieść z twoim ojcem, chociaż pił, bo ty potrzebowałaś przecież obojga rodziców" zamiast powiedzieć: "Nie byłam wystarczająco silna, dojrzała, by zapewnić ci bezpieczny dom").
Na pewno zdrowiej jest, kiedy ktoś uzależniony nie podejmuje leczenia i stanowi zagrożenie, rozstać się. Znajomy ksiądz powiedział mi kiedyś, że niemoralne jest pozostawanie w takiej sytuacji, która jest zagrożeniem i dla tej osoby i dla dzieci. To tak, jakby trzymać dziecko na pierwszej linii frontu i mówić, że rodzina musi być w całości. Nie musi. Od tego, jak funkcjonuje drugi, nieuzależniony rodzic wiele zależy. Wieloletnie niezmienianie tej zagrażającej sytuacji uczy dziecko, że tak wygląda życie. To jest lekcja bezsilności, zgody na dramat. Dlatego też terapia osób z syndromem DDA jest terapią, w której one doświadczają zupełnie innych zasad, daje pole do przygotowania się do życia. Bo choć życie nie jest sielanką, to jednak nie wygląda tak totalitarnie, krzywdząco jak w rodzinie z problemem uzależnień.
Co może zrobić partner DDA, jeśli rozpozna ten problem w swoim związku? Czy osoba związana z DDA też powinna zasięgnąć rady psychologa, by dowiedzieć się , jak żyć z DDA?
- Partner osoby z DDA może rozmawiać o tym, z czym jest mu trudno i zachęcać do terapii. Ale nie ma "instrukcji obsługi DDA", choć oczywiście życie z taką osobą może być problemem, np. trudno czasem żyć intymnie, a nawet się przytulić. Znam takie pary, które po zawarciu związku małżeńskiego nie współżyły przez dwa, trzy lata. To wynika z lęku przed bliskością i różnych traum seksualnych, których te osoby doświadczały w życiu. Mogą to być akty molestowania lub gwałtu, ale także sytuacje naruszenia granic intymnych, np. niezamykana łazienka, mycie w miednicy na środku pokoju, życie w warunkach ,w których w każdej chwili ktoś może wejść, czy rodzice, którzy nie kryją się ze swoim życiem seksualnym - i to jest trudne, bo z jednej strony się awanturują, a z drugiej strony dziecko słyszy odgłosy intymności rodziców. Bardzo dużo jest w tej sferze naruszeń powodujących w późniejszym etapie życia niemożność cieszenia się swoim ciałem czy wzajemną bliskością.
Czy dorastanie w rodzinie dysfunkcyjnej wykształca jakieś szczególne cechy wartościowe, pozytywne, które można wykorzystać w życiu?
- Osoby z syndromem DDA bardzo dobrze odnajdują się w sytuacjach kryzysowych, ekstremalnych. Są przyzwyczajone do dużego stresu, ostrych, nieprzewidywalnych zdarzeń, do zagrożeń. Wtedy są w stanie funkcjonować jak mało kto ze zdrowych ludzi. To z pewnością jest jakiś rodzaj wyposażenia. Jeśli jednak w sytuacji, kiedy jest spokojnie oni nie są w stanie się rozluźnić, zrelaksować, nie są w stanie potraktować siebie z miłością i szacunkiem, a w zamian cały czas sobie dodają zadań, są z siebie niezadowoleni, boją się życia, boja się przyszłości, to coś jednak jest nie tak.
Czy syndrom DDA jest tak specyficzny, że można wyodrębnić go z innych przypadków funkcjonowania w rodzinie dysfunkcyjnej, czy może są to wspólne doświadczenia i reakcje, jak w innych rodzajach uzależnień w rodzinie?
- Tam, gdzie dysfunkcją w rodzinie jest uzależnienie rodzica lub rodziców można mówić o tym właśnie syndromie Dorosłego Dziecka Alkoholika. Oczywiście nie zawsze trzeba to leczyć w ośrodku, który ma na szyldzie napis DDA. Krakowskie Centrum Terapii Uzależnień od dwunastu lat leczy pacjentów uzależnionych, współuzależnionych, rodziny z tym problemem. Jesteśmy największym tego typu ośrodkiem w Krakowie. Atutem pracujących tu terapeutów jest doświadczenie i, co za tym idzie, rozumienie kontekstu dorastania w systemie rodziny z problemem uzależnień, korzyścią dla zgłaszających się do naszego ośrodka na ulicę Jerzmanowskiego pacjentów jest wspólny mianownik historii życia, który szybko pomaga przełamać rodzinne tabu.
Coraz więcej osób się zgłasza, bo coraz więcej się mówi o tym problemie czy może dziś łatwiej się przyznać do tego, że jest się DDA?
- I jedno i drugie. W mediach coraz częściej mówi się na ten temat, czego przykładem jest ta rozmowa. Są na ten temat publikacje, to pierwszy krok do stwierdzenia, że nie jest się samemu z tym problemem, że inni też się z tym zetknęli. W Internecie jest nieoficjalna strona DDA. Z drugiej strony rozwinęły się miejsca, w których w pełni profesjonalnie pomaga się osobom z tym syndromem.
Co powinna zrobić, osoba, która rozpozna u siebie syndrom DDA?
- Najlepiej przyjść na diagnozę, np. do naszego ośrodka.
A jeżeli ktoś pochodzi z małej wioski na końcu świata?
- Przyjeżdżają do nas osoby z bardzo odległych miejsc, ale podobne ośrodki są w całej Polsce. Można pójść do poradni albo po prostu do psychologa. Czasami przy kościołach działają podobne punkty pomocy.
Przecież do psychologa chodzą wariaci...
- Do nas przychodzi wiele osób, na wizytę w KCTU trzeba zazwyczaj czekać kilka miesięcy. To bardzo się zmieniło w mentalności Polaków. Coraz młodsze osoby przychodzą po pomoc przełamując swój wstyd. Czasem pacjent mówi: "Dwa lata się zbierałem, żeby tu przyjść". My najpierw słuchamy, co spowodowało, że pacjent zdecydował się do nas przyjść, zawsze jest to jakiś rodzaj cierpienia, razem z pacjentem przyglądamy się tym trudnościom, sprawdzamy, jakie ma oczekiwania, co chce zmienić i czy my potrafimy mu w tym pomóc.
Pierwsze spotkanie jest zawsze z lekarzem psychiatrą, który konsultuje pacjenta. Po kilku spotkaniach diagnostycznych wspólnie uzgadniamy, czy mamy wystarczającą ofertę, by skutecznie pomóc pacjentowi. Mniej więcej jedna trzecia osób, które się do nas zgłaszają potrzebuje innej formy leczenia, np. oddziału dziennego lub terapii częstszej niż możemy zaoferować, na ogół ogranicza nas tu budżet - terapia jest bezpłatna (leczenie finansuje NFZ i Urząd Miasta). Czasami nowi pacjenci trafiają do Ośrodka Psychoterapii DDA, bo widzą zmiany, jakie dokonały się u ich znajomych, wyleczeni pacjenci są najlepszym świadectwem sensu podjęcia pracy nad sobą.
W jakim wieku są najczęściej pacjenci, którzy zgłaszają się do ośrodka, którym pani kieruje?
- Pojawiają się coraz młodsi pacjenci, najczęściej to osoby dwudziesto-, dwudziestokilkuletnie, studenci. Wtedy też jest najlepszy czas na podjęcie terapii, osobowość jest jeszcze elastyczna i całe dalsze życie można układać sobie według innych wzorców, niż te wyniesione z domu.
Później jest trudniej, ale nie oznacza to, że niemożliwe jest wyleczenie?
- Tak. To nie o to chodzi, żeby zapomnieć o tym, co dotknęło w dzieciństwie i nie o to chodzi, że po psychoterapii jest się nowym, czy "naprawionym" człowiekiem. Psychoterapia to jest pewien proces, najczęściej przynoszący spore zmiany. Potem, w kolejnym etapie życia, ze świadomością mechanizmów i z głębszym zrozumieniem siebie samego, z czego pewne zachowania wynikają, łatwiej jest sobie radzić w życiu.
A czy są jakieś inne formy leczenia niż terapia grupowa?
- Psychoterapia może być indywidualna albo grupowa. Kiedy kwalifikujemy pacjentów bierzemy to pod uwagę. Jeśli u pacjenta są jakieś wskazania, kierujemy go wyłącznie do psychoterapii indywidualnej. Część pacjentów odbywa tylko terapię grupową, a część najpierw jedną, później drugą. Grupy dają możliwość bardzo intensywnej pracy. W okresie takiej psychoterapii, która trwa rok dokonuje się zwykle taka praca, która podczas indywidualnej psychoterapii zajęłaby 4-5 lat.
A czy można sobie samemu pomóc?
- Można, jeżeli się ma problemy rozwojowe. Jeśli jednak problemy są natury emocjonalnej, zaburzenia zachowania i są to poważniejsze trudności, to nie. Można oczywiście żyć z tym nic nie robiąc, tylko po co. Każdy dokonuje sam wyboru w tej sprawie. Moim zdaniem, warto przyjść na terapię.
Co znaczy w przypadku DDA wyzdrowienie?
- W psychologii bardzo trudno zdefiniować pojęcie zdrowia psychicznego, raczej się mówi, że to jest to, co nie jest chorobą psychiczną i też nie mamy takiego wzoru z Sevres, do którego prowadzimy naszych pacjentów. To zawsze ich indywidualna zmiana, której my towarzyszymy. Pacjenci stają się bardziej odpowiedzialni za swoje życie, bardziej niezależni, zdolni do okazywania uczuć i budowania satysfakcjonujących związków, do kierowania swoim życie, planowania, ale na tyle elastycznego, że jak coś się nie udaje, to są w stanie sobie w tym poradzić i nie mieć poczucia katastrofy życiowej. Uczą się żyć ze swoimi ograniczeniami w harmonii ze sobą i światem . Myślę, że to o to w psychoterapii chodzi.
Rozmawiała Anna Piątkowska"

To wraca do mnie jak bumerang.
Wraca zawsze, gdy coś się sypie.
Właśnie się sypie.


Na nowo. 2012-03-11
Błogość. Błogostan. Lubię się upijać... ^^ Kocham ten stan. Kocham kochać. Kocham być kochana. Pijana miłością, pijana szczęściem, pijana...

Żyć z ciekawości 2012-03-10
Co napisać, kiedy traci się najważniejszą dla nas osobę? Jakimi słowami wyrazić towarzyszące temu uczucia? Co zrobić, by nie stracić głowy, nie oszaleć? Jak uchronić się przed samozagładą?
Straciłam go tydzień temu, kiedy zdecydował się mnie zdradzić. Pozwoliłam się dalej zwodzić. Pragnęłam dalej go kochać. Zaufałam. Uwierzyłam. Zawierzyłam. Znów. I kocham. Ale to już nie ten sam człowiek i nie to samo kochanie. Na dnie w moim sercu bulgocze nienawiść. Gęsta i lepka jak smoła. Nienawiść. Minął tydzień, łzy odparowały. Morze łez. Ocean łez. Wodospady łez. Zapłakałam się na śmierć i zmartwychwstałam po tygodniu, aby sama sobie zadać ostatni cios. Chciałabym cofnąć czas. Wrócić do przeszłości. Skierować bieg zdarzeń na inny tor. Pytanie - na który - przecież nigdy nie było sielankowo. A może było? Przecież miałam jego, czułam się kochana i bezpieczna. Czułam błogość. Przez rok i 2 tygodnie. A teraz czuję, jak go tracę. Bo straciłam panowanie nad sobą. Bo powiedziałam za dużo. Bo smoła zabulgotała. Ta sprzed tygodnia. I znów ja przyjmę rolę "tej złej".
Kocham go. Pierwszy raz w życiu wiem, że to TO. Że to ten jedyny, na zawsze, do końca. I nie mam co do tego żadnych wątpliwości. To z nim pragnę stworzyć coś wspólnego. Z nim chcę już zawsze zasypiać i budzić się. Dlaczego to się rozsypuje? Gdzie popełniłam błąd? I co najważniejsze - jak go naprawić?
Nowy nie znaczy lepszy. Witaj 2012. 2012-01-02
Gdyby być przesądnym i uznać, że jaka zabawa sylwestrowa taki cały rok, to czekałby mnie rok pełen rozczarowań i goryczy.
Nowy rok przywitałam w samotności, choć na imprezie było blisko 50 osób. Mój facet nawet nie zauważył, że nie ma mnie obok niego. Nie tak to sobie wyobrażałam. Myślałam, że nowy rok powitamy wspólnie, trzymając się za ręce i życząc sobie wszystkiego, co tylko najlepsze. Rzeczywistość mocno minęła się z moimi oczekiwaniami. Kiedy wszyscy wyszli o północy  oglądać pokaz sztucznych ogni ja nadal usiłowałam znaleźć przedmiot, który mi <o zgrozo> skradziono. Mój nastrój pogłębił fakt, że mój facet z pokazu fajerwerków wrócił z pustą butelką szampana, którą wychylił sam. Nie było mowy o wspólnym świętowaniu.
Nikt nie napisał i nikt nie zadzwonił.
Zamknęłam się w łazience, by odreagować płaczem. Nie pomogło.
Może trzeba było się upić, jak wszyscy, porzygać, jak wszyscy i cieszyć się z nadejścia nowego roku, jak wszyscy...
------------------------------------------------------------------------------------------
Tak bardzo tęsknię za Sławkiem.
Jesień 2011-10-21
Upływa czas, zmieniamy się, wszyscy. I nasz świat się zmienia. A ja wracam znów i znów do tego, co było. Wracam na chwilę, żeby nie zapomnieć. Ot tak, żeby na ułamek sekundy przenieść się w czasie. Aż tu nagle łapię się na tym, że każdy napotkany mężczyzna przypomina mi Marka, jego zranioną duszę, jego oczy pełne miłości. Pragnął kochać, wiem o tym. Ale mnie nie potrafił. Oby był szczęśliwy ze swoją Anią, jego "true and only love", jak sam powiedział. Jeszcze czasem mi żal, jeszcze czasem tęsknię.


Serce stop. 2011-09-19
Nie znałam go dobrze.
Był skryty.
Co mogę powiedzieć o nim na pewno, to to, że miał dwie pasje: motor i fotografię. Nic więcej nie mogę powiedzieć na pewno. Może jeszcze tylko to, że jego kobieta była dla mnie guru, kiedy miałam cztery lata i że jego synek jest naprawdę wyjątkowym chłopcem.
Odszedł.
Marek chciał odejść z nim (sama myśl sprawia ból).

Wojt odszedł.
Boli.
Rok temu o tej porze wszystko było inaczej. 2011-09-16
Co za ponury blog. :) Bardzo dawno tu nie zaglądałam. Po części z braku możliwości (laptop się zjarał już jakiś czas temu), po części z braku tematów. A przecież na świecie jest tak tęczowo, ciepło, jasno i przyjemnie. Odkąd (muszę tu wtrącić niepewne "chyba", po prostu muszę) znalazłam swoją drugą połówkę wszystko jest inaczej. Inaczej, niż było z innymi. Noszę w sercu miłość i pewność, że moje uczucie jest odwzajemnione. Nie sądziłam, że pokocham kogokolwiek innego, niż... (Tak, tak, o Wilku mowa. A Czerwony Kapturek nadal wspomina Wilka. I zdarza mu się wzdychać z żalem, że nie chciał go zjeść. Czerwonego Kapturka rzecz jasna. ;))

Ale do rzeczy. Jutro wielki dzień. Moja siostra zostanie w pełni formalnie uznana za żonę swego (w tej chwili jeszcze przyszłego) męża. Ach, jaka jestem z niej dumna...! Duma wręcz rozpiera mnie od środka (Byleby mnie nie nadęła lub - co gorsza - wzdęła...) Moją rolą będzie bycie świadkiem tego jakże niehucznego, lecz awangardowego, pełnego przepychu, być może chwilami nawet wzruszającego wydarzenia (mimo braku dzwonów kościelnych i chwytającego za serce kazania księdza - bo ślub odbedzie się tylko w urzędzie). Ciekawe, czy ciociuni Paulinka (czuję, że to bedzie dziewczynka, a ja cudownie sprawdzę się w roli cioci), którą moja siostra nosi pod sercem też się wzruszy.

To może słowem jeszcze o Paulince. Ma trochę ponad 5 m-cy, jest bardzo ruchliwa i... w gruncie rzeczy nie wiadomo jeszcze, czy jest chłopcem, czy dziewczynką. Lekarz mówi, że złośliwie ułożyła się tak, by nie można było sprawdzić płci. Ale ja jestem pewna, że Paulinka nie robi tego złośliwie. Po prostu układa się wygodnie w maminym brzuszku i nasłuchuje głosu cioci, która ciągle powtarza, że chociaż jeszcze jej nie zna (Paulinka mnie też jeszcze nie zna i nie wie np., że jej ciocia jest już pielegniarką), już bardzo ją kocha. :)
Nie czuję się bezpieczna. 2011-07-11
Wszystko wróciło do normy. Emocjonalne zawirowania uspokiły się. Jesteśmy razem, chcemy być razem, ale nie czuję się bezpiecznie. Ja się chyba w ogóle nie czuję. Przybija mnie brak pieniędzy. Złożyłam 18 aplikacji, w odpowiedzi otrzymałam jedną propozycję pracy weekendowej. To za mało. 50-złotowa dniówka wydaje się być prześmiewczym żartem. Moje własne potrzeby w ogóle zniknęły. Wyjścia ze znajomymi są na razie w sferze marzeń. Bleh.


Rok temu przy mnie byłeś. 2011-07-08
Chciałabym czasem móc Mu powiedzieć, że tęsknię. Napisać w liście, jak mi Go brak.
A może miłość to złudzenie, takie czasowe zapomnienie? 2011-07-03
Nie wiem, czy jestem szczęśliwa i nie wiem, czy go kocham. Może skoro się zastanawiam, to znaczy, że nie? Wydaje mi się, że oczekuję czegoś więcej, niż jest między nami. Ale czy to od razu znaczy, że to nie ten? Przecież ja zawsze chcę czegoś więcej, niż jest. I zawsze waham się co do tego, czy to już ten jedyny.
Jestem zmęczona. Może sen rozjaśni umysł.
Na wadze. 2011-06-18
Być pesymistką, realistą, czy optymistką? Widzieć wady, krzywdy, błędy, czy może dostrzegać plusy, to, czego się przy nim uczę? A uczę się ogromnie istotnej rzeczy - akceptacji siebie. :)
Problemy - reaktywacja. 2011-06-17
Chyba po raz kolejny stworzyłam sztuczną miłość. Pozory miłości. Coś plastikowego, zapakowanego w piękne słowa, przyozdobionego drobnymi czułościami. Po raz wtóry czuję, że nic nie czuję, że trwam w czymś, co mnie unieszczęśliwia. Jego też. Świadomość tego mnie przeraża. Nie potrafię po raz kolejny skrzywdzić kogoś swoim "odchodzę". Nie zniosę tego. Nie chcę być oprawcą, nie chcę niszczyć czyichś planów, marzeń, nadziei. Nie chcę deptać miłości. Więc co dalej? Trwać w pustce? Oszukiwać? Tulić się z poczucia winy?
Cztery miesiące i 3 dni. Dokładnie tyle nas łączy. Czuję, że dzieli znacznie więcej. Im bliżej go poznaję, tym bardziej wydaje mi się, że to nie jego szukałam. A może zwyczajnie mam zbyt duże wymagania? Może oczekuję księcia z bajki, kogoś pozbawionego wad, kogoś bardziej podobnego do Sławka?
Sławek... Tęsknię za nim ostatnio. To przyszło z nienacka, odkąd zaczęłam zauważać wady mojego lubego. Zaczęłam porównywać i tęsknić nie za tym za którym powinnam.
Od początku czułam, że coś jest nie tak, jak być powinno. Od pierwszego pocałunku czułam, że przymuszam się do tego, że wcale nie tego chcę. A mimo wszystko ulegałam. Był taki moment, kiedy wszystko wydawało się być w należytym porządku. Wydawało mi się, że jestem szczęśliwa. Ale ten stan minął. Czuję się zniewolona niechcianą miłością. Chcę odejść... Tylko dokąd?

maki
... 2011-06-16
Frustracja pełną gębą.
Wszystko chciałabym inaczej.
Nic nie wychodzi.

<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
O mnie
grafitoweserce
Słówko o mnie
Ambitny chudzielec marzący o wojskowym mundurze i licencji pilota. Czasem kobieta z innej epoki, nie mogąca odnaleźć swego miejsca w świecie, czasem dzieciak.
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
887
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
51
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
6
Zobacz serwisy INTERIA.PL